poniedziałek, 26 września 2016

Przemyślenia Alice #1 - Za ciemne podkłady

Gdy poruszam się po mieście komunikacją miejską mam w zwyczaju obserwować ludzi wokoło. Oczywiście nie robię tego w sposób natrętny, czy niegrzeczny. Jestem w stanie zauważyć wiele rzeczy...

Pomijam już fakt, że Ci wszyscy wyspani ludzie zazwyczaj dziwnie na mnie spoglądają, gdy ja ledwo żywa wracam do domu.

Dzisiaj autobusem podróżowała Pani, która ewidentnie miała za ciemny podkład, ale o 4 do 5 odcieni. Na dodatek podkład ten tworzył piękna maskę u owej Pani. Pierwsza myśl? Może jest opalona, wróciła z wakacji, a do twarzy używała kremu z wysokim filtrem.
Ależ nie. Dłonie ową Panią zdradziły, gdyż były równie blade jak moje. 

W tym miejscu nasuwa się spostrzeżenie, czy na prawdę Ta Pani nie miała w domu lustra?! Rozumiem, idzie jesień i mamy słabe światło z rana, a czasem nawet tego brak, co zmusza nas do wykonywania makijażu w świetle sztucznym. Jestem przekonana, że taką różnicę kolorystyczną widać od razu, chociażby po uszach. Na prawdę nie pisze tego postu żeby kogokolwiek obrażać. Po prostu uważam, że jeżeli ktoś czegoś nie potrafi, to albo niech poprosi o pomoc, albo niech tego nie robi. Później możemy przeczytać na różnych portalach opinie o podkładach tworzących efekt maski. Wiem, są produkty które tak robią, ale ile opinii na wizaż.pl wynika z braku umiejętności i wiedzy piszących tam osób.  Wbrew pozorom bardzo dużo.

Uważam, że dużo bardziej atrakcyjnie wyglądałaby ta Pani, gdyby w ogóle tego podkładu nie użyła, lub nie pomalowała się wcale.

Ja bardzo długo miałam z tym problem, więc ograniczałam się do lekkiego pudru i tuszu do rzęs. Niejednokrotnie próba pomalowania się przed większym wyjściem kończyła się wizyta w łazience i zmywaniem "tapety". 
Nerwy zaczęły się przed studniówką. Bardzo dużo pomógł mi wtedy YouTube.  Choć trzeba przyznać, że znalezienie czegoś rozsądnego w kwestii urodowej te 5 lat temu było na prawdę nie lada wyzwaniem.  Jakoś się udało i od tego czasu coraz bardziej zaczęłam interesować się tymi tematami.
Ale wiem jedno, gdy czegoś nie potrafiłam wykonywać perfekcyjnie, przynajmniej w moim odczuciu, to z tym do ludzi nie wychodziłam. Tak do nie dawna było z konturowaniem twarzy.  A hitem ostatnich czasów stał się dla mnie róż do policzków.  Ok, mam tylko jeden, ale za to nie zawodny i sprawdzony...
Tak to jest jak całe życie Ci wmawiano, że jeżeli masz cerę skłonną do zaczeriwnień, to po co Ci róż.

A jak jest u Was? Też lubicie obserwować ludzi w komunikacji miejskiej lub na ulicy? 
A co uważacie o kwestii makijażowych wpadek? Piszcie! Jestem bardzo ciekawa.


Pozdrawiam Was gorąco!
Magdalena

piątek, 13 listopada 2015

Krótka historia o moim farbowaniu włosów!

Witajcie Kochani!

Niestety nie należę do osób, które są zadowolone ze swojego naturalnego koloru włosów, którym jest mysi ciemny blond, z rudymi refleksami w słońcu. Na szczęście mamy farby do włosów! Zawsze marzyłam, żeby mieć inny kolor włosów. Niestety moja mama rygorystycznie podchodziła do farbowania włosów i na pierwszą zmianę koloru pozwoliła mi dopiero po ukończeniu 18 lat. Tak wiem, ciężko w to uwierzyć, a tym bardziej pogodzić się z tym nie zadowolonej ze swojego wyglądu nastolatce. Hmmm... Ale jeżeli nie jesteśmy w stanie czegoś zmienić, to musimy to zaakceptować.
Tak też było w moim przypadku.

Jeżeli chodzi o zmianę koloru to mój pan od PO (dla nie wtajemniczonych Przysposobienie Obronne) w liceum do wszystkich dziewczyn mówił 'ej blondyna' ponieważ wychodził z założenia, iż Blond to nie kolor włosów a stan umysłu. Analogicznie do tej wypowiedzi ja wyrobiłam sobie zdanie, iż każda kobieta rodzi się z określonym naturalnym kolorem włosów (chodź faktycznie on się może zmienić na przestrzeni lat) ale posiada również kolor tzw. 'mentalny' który nie dość, że pasuje do jej urody jak i osobowości.

Można powiedzieć, że przez bardzo długi czas eksperymentowałam w poszukiwaniu idealnego koloru dla mnie. Podsumowując do tej pory najdłużej byłam brunetką.

W moim przypadku ten kolor włosów jest dość problematyczny, ponieważ pojawiające się odrosty są kontrastujące do reszty włosów, tak więc z daleka wyglądamy jakby dosłownie ubywało nam włosów. Dodatkowo w przypadku niektórych farb następowało bardzo brzydkie blaknięcie koloru.

Na wiosnę zapragnęłam zmian, także udałam się do mojej koleżanki fryzjerki Dominiki, która wyczarowała na moich włosach ombre, które prezentowało się tak...


Mam tylko zdjęcie z instagrama. Nie było to ombre z ewidentnym blondem, ze względu
 na ciemną górę.
Chciałyśmy aby przejście wyglądało bardziej naturalnie. 


W takim wydaniu wytrzymałam ponad 1,5 miesiąca, ale to dalej nie było TO. 
Do tego kolor z rozjaśnionych włosów bardzo szybko się wypłukał do żółtego blondu. 

I tak nadszedł czas by znów 'pomęczyć' Dominikę. Tym razem poszliśmy w radykalne zmiany i stwierdziłam, że marzę o pięknym rudym kolorze.



Efekt 'zdjęcia' ciemnego brązu za pomocą rozjaśniania włosów.
A następnie nałożyłyśmy już właściwy odcień rudego. Przykro mi, ale nie powiem wam, jaka to była farba oraz jaki kolor, bo nie pamiętam. 
w sztucznym oświetleniu. 


W świetle dziennym.

Rudy jest kolorem, który uwielbia się wypłukiwać, ponieważ czerwone oraz rude pigmenty utracane są najszybciej przez nas włos.


Tak prezentował się kolor po 7 tyg.
Przy kolejnej wizycie, na początku czerwca, zaczęłyśmy trochę kombinować z kolorem, odchodząc od marchewki, a idąc w stronę bardziej naturalnych odcieni rudości. 






Na koniec czerwca doszłam do wniosku, że albo wydam majątek na fryzjera, albo muszę znaleźć sklepową farbę, która będzie oczekiwała moim wymaganiom.
Znalazłam Revlon ColorSilk
w kolorze 45 jasna miedź.
Pierwszy wybór okazał się tym najlepszym i w moim przypadku w 100% spełnił moje wymagania.

Tak wyglądał kolor po pierwszej aplikacji
tylko 1 opakowania na tą długość włosów.


Dzienne oświetlenie + zdjęcie wykonane lustrzanką
W ten oto sposób dotarłam do mojej wymarzonej rudości. Oczywiście jak każdy rudy tak i ten ulega wypłukiwaniu, ale już nie do rozjaśnionego koloru. Efekt ten jest bardzo ładny i estetyczny aż do następnego farbowania.

No cóż, na tym się moja przygoda z włosami nie skończyła, ponieważ we wrześniu z powrotem postanowiłam wrócić do krótkich włosów. Tym razem winowajcą całego zamieszania była Agata - siostra narzeczonej mojego brata, która mieszka razem z nimi w Krakowie i uczy się na fryzjerkę. Tak więc podczas mojego pobytu miała zajęcia praktyczne, więc wcieliłam się w rolę żywego obiektu doświadczalnego :) A oto efekty. 



Zrobione zaraz po. Stylizacja Agaty.



Około 1,5 tygodnia później.
Moja wersja ułożenia włosów.
Słabe światło.


Ale To nie było do końca to, jeżeli chodzi o strzyżenie. Więc ponownie udałam się do Dominiki (bo do Krakowa daleko) licząc, że mnie nie zamorduje za obcięcie włosów. Tak bardzo trzymała kciuki za moje zapuszczanie. No ale cóż, tak w życiu bywa, że nie wszystko idzie po naszej myśli.



LISTOPAD 2015 R.

Ta wersja została mocniej wycieniowana po asymetrycznej (dłuższej) stronie i mocno degażowana ponieważ, wbrew pozorom, ja mam na prawdę dużo włosów. 

Ale czy to nam czegoś nie przypomina??

WRZESIEŃ 2013 r. 
Czyli tak na prawdę powrót do fryzury sprzed 2 lat. Wniosek - chyba nie potrafię zapuszczać włosów dłużej niż 2 lata. Czyli nigdy nie będę miała już włosów sięgających mi do pasa :(

Ale krótkie włosy również potrafią być seksowne, prawda? 


Pozdrawiam.

Magdalena











wtorek, 27 stycznia 2015

Spotkanie Autorskie: Magdalena Kanoniak (Radzka) w Szczecinie.

Witajcie kochani!

Tak jak wspominałam w poprzednim poście, w poniedziałek 19 stycznia, w Empiku w Galerii Kaskada w Szczecinie odbyło się spotkanie z autorką książki "Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!" Magdaleną Kanoniak znaną również jako Radzka.

Spotkanie odbyło się o godzinie 18:00, i podzielone było na kilka części. Przepraszam, z góry, że nie będzie wielu zdjęć, ale po pierwsze byłam na tym spotkaniu sama, więc nie miałam dodatkowego zaufanego fotografa, a po drugie będąc chora nie miałam w głowie myśli na fotografowanie.

Pierwsza część spotkania to była rozmowa autorki z panią prowadzącą spotkanie. Powiem tak: pytania zadawane, przez prowadzącą były bardzo tendencyjne i nie zachwycały skomplikowaniem, oraz nie wnosiły dużo nowych informacji o autorce. Według mnie osoby prowadzące takie spotka,nia nie powinny się ograniczać tylko i wyłącznie do przeczytania książki danego autora, czy ogólnych informacji na jego temat. W tej kwestii osoba ta powinna zdobyć jak najwięcej informacji. Nie przesadzajmy, ale o tak osób wymagamy profesjonalizmu.

W kolejnej części w dłoń poszedł centymetr, i na kilku przykładach Radzka pokazywała na żywo, jak dobrze się zmierzyć, aby być pewnym co do typu sylwetki. W tym właśnie miejscu zgłosiło się dużo osób, ale można było wybrać kilka osób. Na koniec gdy Radzka zapytała się czy na sali jest figura typu gruszka, od razu bez zawahania podniosłam rękę. Na samym początku Magdalena miała wątpliwości przez mój sweterek, ale po długich pomiarach, chwilowym zaniemówieniu, oraz oględzinach przyznała mi rację. No niestety ale 'podwójna' strefa biodrowa i 10 cm różnicy pomiędzy biodrami a ramionami klasyfikuje mnie jako gruszkę.

Następną częścią były pytania od czytelników. Może nie było lasu rąk, ale padło na prawdę kilka ciekawych pytań. Ponad to Radzka przyznała, że zdarza się tak, iż dziewczyny 'size plus' lub jak je nazywa Magdalena 'ultra kobiece' są lepiej ubrane niż te szczupłe.


Na koniec przyszedł czas na podpisy. Oczywiście każdy mógł przy tym podejść i porozmawiać. Dodatkowo przy każdym podpisie Radzka pytała się o opinie i przemyślenia dotyczące książki, robiła sobie z nami pamiątkowe zdjęcia, udzielała porad. Każdy mógł zapytać, o co chciał. Ja również ustawiłam się w kolejce po podpis i zdjęcie.



Podsumowując spotkanie uważam za udanie i bardzo się cieszę że Radzka zdecydowała się zagościć w naszym pięknym Szczecinie. Miałam okazję poznać swoją imienniczkę równie pozytywnie nastawioną i gadatliwą, jak ja, choć mnie zjadła trema ;p Ale chyba wszystkie Magdaleny to gaduły ;)

Żałuję, że nie mam więcej zdjęć z tej imprezy, żeby Wam pokazać.



Pozdrawiam Was serdecznie!
Magdalena



piątek, 16 stycznia 2015

Książka na dziś: "Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!"

Witajcie kochani!

Nie mogę powiedzieć, że ten rok zaczyna się dla mnie dobrze. Na moje nieszczęście znowu wróciła do mnie choroba. Oczywiście zamiast siedzieć i grzecznie się uczyć na wszystkie zaliczenia na uczelni, ja leżę w łóżku i marzę tylko o tym żeby mnie ktoś dobił (nie no, żartuję ;p). Miło się wcale nie choruje.

Ale koniec użalania się nad sobą. Spędzając tyle czasu w łóżku, (bo jestem grzecznym pacjentem i stosuję się do zaleceń lekarskich) mam czas żeby dużo rzeczy zorganizować, poukładać i przede wszystkim zacząć działać.

Tak wiem, że dzisiaj po raz kolejny wracam z serią książka na dziś. Ale po pierwsze jestem chora, i czytanie mnie wyjątkowo relaksuje. Po drugie, challenge dalej trwa, aby przeczytać 52 książki. A po trzecie w poniedziałek w Szczecinie będzie spotkanie z Radzką, więc do tego czasu trzeba było książkę przeczytać.

Książka na dziś: Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!

Autorką tej książki jest Magdalena Kanoniak aka Radzka. Znana na pewno niektórym z was ze swojego wideo bloga na YouTube. (klik)  Na swoim kanale Radzka nie tylko pokazuje, jak bawi się modą w zaprezentowanych przez siebie stylizacjach, ale również w wielu seriach filmików ukazuje, co, a czego nie powinnyśmy nosić. Może brzmi banalnie, ale indywidualne podejście do różnych typów sylwetki, zupełnie zmienia postać rzeczy, i jest tym, co właśnie Radzkę wyróżnia. Ale sami wiemy, że niejednokrotnie, zmuszone jesteśmy przekopywać Internety lub YouTube, w poszukiwaniu po raz 'enty' tej samej wiedzy, tylko dla tego, że nie dodaliśmy filmu do ulubionych czy strony Internetowej. Książka jest właśnie taką kompilacją tej wiedzy. Można rzecz, że jest to 'Radzka w pigułce'.




Ale może zacznijmy od samego początku.

Okładka/Szata graficzna.
Dużym plusem jest twarda oprawa, co przy tego rodzaju wydaniach sprawdza się świetnie. Po pierwsze możemy często do niej zaglądać, nie bojąc się, że po trzech czy czterech razach będzie wyglądać okropnie. Po drugie okładka jest bardzo spójna z szatą graficzną w środku, która utrzymana jest w kolorach bieli, czerni i czerwieni, co również nadaje personalny charakter tej książki. (Przecież to ulubione połączenie autorki, o którym nie raz słyszeliśmy w filmach).Nie będę wspominać również o pozostałych przepięknych ilustracjach w tej książce, oraz profesjonalnych zdjęciach, bo będą tu same ochy i achy. (ups, już chyba to zrobiłam ;p)

Struktura
Książka składa się z 10 rozdziałów, odpowiednio podzielonych tematycznie oraz merytorycznie. Rozdziały są również w przejrzysty i czytelny sposób oddzielone od siebie, co tylko zwiększa przyjemność czytania.

Tematyka.
Brawo za rozdział o kolorach. Nie powiem, że jestem osobą pro, jeżeli chodzi o modowe sprawy, ale laikiem też nie jestem. Zawsze miałam problem z kolorami i godzinami potrafiłam się zastanawiać czy dany kolor mi pasuje. Często kilkukrotnie wracałam do danego sklepu, żeby jeszcze raz pomyśleć. Po przeczytaniu tego rozdziału jest zdecydowanie łatwiej.

Nie mogę nie wspomnieć o historii mody XX wieku. Tu także wiedza w pigułce dla każdego, kto gubi się w tych wszystkich latach. Bardzo często kolorowe gazety piszą o modzie lat... Ale co konkretnie mają na myśli to nikt już Ci nie powie. I bądź tu człowieku mądry i się domyśl. To samo z rozdziałem Ściąga gdzie mamy podane i opisane najsłynniejsze w świecie mody przedmioty i ich krótkie historie.

Oczywiście najbardziej obszerną część książki zajmuje szczegółowy opis podstawowych sylwetek. Znajdziemy tu opisy sylwetek, jak się dobrze zmierzyć, aby wiedzieć, jaką konkretnie sylwetką jesteście, oraz informacje i przykłady na 'żywych' organizmach, w co powinnyśmy się ubierać. Wyróżniające jest również to, że autorka pokazuje na żywych przykładach podane zasady ubioru. Nie tylko przedstawione są kolaże zdjęć, ale mamy te zestawy przedstawione na wybranych przez autorkę modelkach.

W kolejnym rozdziale mamy przedstawione wybrane modowe mity. Tutaj autorka otwiera oczy przeciętnemu czytelnikowi na opinie, które krążą wszędzie. Na przykład: „czarny wyszczupla", w prawie każdym kolorowym magazynie znajdziecie to stwierdzenie, ale czy tak jest na prawdę? Zajrzyjcie do książki, a się przekonacie. W kolejnych rozdziałach autorka pisze m. in. o dress code, tkaninach, czy coraz bardziej popularnych zakupach on-line.

Ciekawym aspektem tej publikacji jest również rozdział poświęcony 13 obowiązkowym pozycjom w każdej szafie. (oczywiście wg. Radzki). Autorka przedstawia swój pogląd na rzeczy, które według niej każda z nas powinna mieć w swojej szafie.

Podsumowując.

Książka jest mocno napakowana wiedzą, i na prawdę bardzo dużo można z niej wynieść. Piękne wydanie sprawia, że łatwo i przyjemnie się ją czyta, a także z całą pewnością, będzie dobrze się do niej wracało. Jest to taka 'Radzka w pigułce' i nie tylko dla każdego, kto ogląda autorkę na YouTube.
Książka z całą pewnością okazała się udanym zakupem i muszę powiedzieć, że dumnie zajmuje miejsce w mojej małej biblioteczce. Również w najbliższym czasie muszę przekonać moją mamę do przeczytania jej. Mam nadzieję, że jej również pomoże, i uniknę miliona pytań, przed każdym większym wyjściem mamy typu 'Czy to na pewno do siebie pasuje?'. Mam nadzieję, że również i moja mama wyciągnie z niej jak najwięcej informacji, i jako moje jabłuszko o genialnych nogach nie będzie miała więcej wątpliwości. Ja, jako przykładowa gruszeczka już z uśmiechem na twarzy myślę o tych wszystkich zwiewnych i rozkloszowanych sukienkach i spódnicach na lato.



Mam nadzieję, że moje dzisiejsze wypociny (w sensie dosłownym również) przypadły wam do gustu.
A ja tym czasem odkładam (chwilowo) Radzkę na półkę - musi tak poczekać do poniedziałku.
Mam nadzieję, że do tego czasu poczuję się znacznie lepiej i będę w stanie pójść na spotkanie z autorką w Empiku w Szczecinie. Także, jeżeli ktoś z Was się wybiera to do zobaczenia, ja na pewno spakuję i książkę do podpisania i aparat.
Może jakaś relacja na bloga? Kto wie, tego jeszcze nie było.

Pozdrawiam Was gorąco!

Magdalena.

piątek, 2 stycznia 2015

Książka na dziś : Veronica Roth "Niezgodna"

Witajcie kochani! 

Korzystając z okazji, iż  nowy rok rozpoczynam leżąc w łóżku przychodzę do was z kolejnymi przemyśleniami na temat niedawno przeczytanej książki. Możecie się spodziewać więcej takich wpisów w tym roku, ponieważ podjęłam wyzwanie, aby do końca 2015 roku przeczytać minimum 1 książkę tygodniowo.


 Również bardzo zachęcona filmem o tym samym tytule, postanowiłam przeczytać książkę. Także zapraszam Was do zapoznania się z moją krótką recenzją, oraz przemyśleniami na temat fabuły. 



Książka na dziś: Veronica Roth "Niezgodna"
Opis książki:

Jeden wybór może cię zmienić...Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość) to pięć frakcji, na które podzielone jest społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy szesnastolatek przechodzi test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musi wybrać frakcję. Ten, kto nie pasuje do żadnej, zostaje uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony. Ten, kto łączy cechy charakteru kilku frakcji, jest niezgodny – i musi być wyeliminowany...Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. Porzuca Altruizm i swoją rodzinę, by jako Tris stać się twardą, niebezpieczną Nieustraszoną. Będzie musiała przejść brutalne szkolenie, zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami, nauczyć się ufać innym nowicjuszom i przekonać się, czy w nowym życiu, jakie wybrała, jest miejsce na miłość. Tymczasem wybucha krwawa walka między frakcjami. A Tris ma tajemnicę, której musi strzec przed wszystkimi, bo wie, że jej odkrycie oznacza dla niej śmierć."

Książka jest dobrze napisana, świetnie i bardzo szybką ją się czyta. Do tego lektura tej książki to czysta przyjemność, po mimo, iż rzeczywistość, w której znajdują się główni bohaterowie wcale nie jest usłana różami.
Uważam, że jest to książka warta przeczytania. Ale nie mam zamiaru pisać tu wielu skomplikowanych recenzji literackich, bo te możecie znaleźć w Internecie.

Na samym początku powiem, że strasznie irytują mnie wszechobecne w sieci porównania tej serii, jako kopie igrzysk śmierci. Powiem, że obie trylogie przeczytałam, i śmiało mogę powiedzieć, że żadna z nich nie jest kopią drugiej. 

Chciałabym się z Wami natomiast podzielić moimi przemyśleniami na temat świata stworzonego w niezgodnej.
Nie chodzi tutaj wcale o wielkie czyny, czy heroiczną odwagę. Przede wszystkim wspaniałe w tej książce jest to, iż pokazuje tytułową niezgodność, jako cechę wyróżniającą. Niestety mogę śmiało stwierdzić, że dzisiejsza pop kultura i mass media, bardzo często sprawiają wrażenie, że chciałyby, aby ziemia składała się z milionów, a nawet miliardów, kopii identycznych i idealnych ludzi. Ale przecież każdy z nas jest tylko człowiekiem, więc jest doskonały na swój własny sposób. Książka ta na pewno świetna będzie dla młodzieży, tej młodszej i tej starszej. Bardzo często ludzie w okresie dojrzewania spotykają się z krytyką otoczenia, jeżeli nawet w nieznaczny sposób różnią się od swoich rówieśników. Ale kto w ogóle określił te normy? I jakim prawem mamy nakazywać człowiekowi, aby się zmienił, skoro nie zgodne jest to z jego własną osobowością Ta książka pokazuje, jak zaakceptować i zrozumieć samego siebie. Po mimo iż główni bohaterowie znajdują się w zupełnie innej rzeczywistości niż nasza, ich problemy są bardzo nam bliskie. Również w kolejnych tomach serii, możemy przeżyć wspaniałe przygody, ale również znaleźć czas by przemyśleć swoje życie. Wygodnie żyłoby się w idealnym społeczeństwie, ale czy tak na prawdę bylibyśmy szczęśliwi, żyjąc wobec określonego wzorca. Człowieczeństwo jest tym, co wyróżnia człowieka od innych istot ze świata zwierząt. Ale również jest naszą zgubą w wielu przypadkach. Ale jak pokazuje seria, nie da się trwale wyeliminować nawet tych negatywnych cech z człowieka. Zawsze obowiązuje "coś" za "coś", albo, jak kto woli "nie ma nic za darmo". Więc należy zaakceptować naturę człowieka takim, jakim jest, co nie znaczy, że mamy pozwalać, na przemoc i czynienie zła.

Tym pozytywnym akcentem kończę swoje dzisiejsze rozprawy na temat niezgodnej, którą pochłonęłam bardzo szybko tej jesieni. Teraz na półce mam już dwie książki, które będę czytać w najbliższym czasie, więc również się z wami podzielę moimi spostrzeżeniami.
A do coś o kosmetykach - To na pewno. Co ja zrobię, że w łóżku najlepiej mi się pisze posty na bloga? ;p

Pozdrawiam Was gorąco, z mojego wyrka.
Magdalena

P.S Trzymajcie kciuki za moją anginę, żeby mnie już tak nie męczyła ;p


środa, 2 lipca 2014

Spontaniczny Wypad nad morze...


Witajcie kochani,

Wiem, że jest już lipiec ale patrząc na to, co dzieje się za oknem mam wrażenie że pogoda nad morzem za bardzo się nie zmieniła, więc mam dla Was parę zdjęć z kwietniowego wypadu nad morze z rodzicami. Czasami trzeba korzystać, jak ma się niedzielę wolną od pracy, co w moim przypadku zdarza się niezmiernie rzadko. Miałam okazję spędzić trochę czasu z rodzicami i odpocząć. Za każdym razem, gdy jadę nad morze mogę sobie wszystko w głowie poukładać i przemyśleć, a tym razem było tego na prawdę sporo.


Do najbliższej nadmorskiej miejscowości mamy ponad 90 km. Na początku zaliczyliśmy Międzyzdroje.
Osobiście nie przepadam za tą miejscowością, uważam że jest przereklamowana i za droga. Ale niestety poza sezonem letnim, tutaj jest najwięcej otwartych straganów i jest gdzie zjeść. Pogoda była piękna, choć nie było za ciepło. Ale nie jestem miłośniczką leżakowania na plaży przy ogromnych upałach. Za to uwielbiam długie spacery po plaży gdy wieje wiatr i nawet zimą mróz mi nie przeszkadza.
Niestety moi rodzice nie zgodzili się abym umieściła ich zdjęcia na blogu, chociaż cześć z nich jest urocza. Podziwiam ich za to, iż od prawie 30 lat są małżeństwem, a czasami zachowują się, gdyby byli dopiero miesiąc po ślubie. Ale tak jest gdy się kogoś kocha, prawda?

No, koniec gadania pora na trochę zdjęć.


Kocham Polskie morze poza sezonem, jest tak cicho i spokojnie...




Udało się wejść na górę, aby podziwiać widoki
 na tarasie widokowym
w Wolińskim Parku Narodowym

Nie byłabym sobą gdybym nie wdrapała się
na jakieś drzewo, nawet to przewrócone...

Pytanie brzmi: Jak stąd zejść??

Aleja gwiazd w Międzyzdrojach...

To the moon and back...

Zjeść z drzewa? Pytanie za sto punktów,
 jak stąd wyjść???

Dobry test na równowagę i trzeźwość :p

No dobra...
Próba nr 2 po zamoczeniu buta...
Pełne skupienie.

To chyba miało być zdjęcie z serii :
I belive I fly...
Tylko wyszła z tego jakaś nieudana jaskółka.
I nawet mewy spoglądają na mnie z powątpiewaniem...

You are strong independent woman

No to pora zejść z góry. No ale cóż schodzi się łatwiej i przyjemniej.
Ale zawsze trzeba się rozwijać i wspinać na szczyty swoich możliwości.

Po mimo dość chłodnej aury znaleźli się miłośnicy bałtyckich kąpieli.
Ja chyba bym się nie odważyła...



To już wszystko! Do usłyszenia wkrótce :))

















wtorek, 18 marca 2014

Kilka słów o : Pixie Cut.

Witajcie,
Chciałabym zapoczątkować na blogu nową serię pt 'kilka słów o..'

Dzisiaj na pierwszy ogień idzie Pixie Cut.

Pewnie wielu z was chociaż raz usłyszało to określenie, ale nie do końca zdaje sobie sprawę, z tego co ono oznacza. Siedziałam dzisiaj chyba ponad godzinę, próbując znaleźć polski odpowiednik, ale po prostu nie znalazłam.

Pixie cut, jest damską fryzurą, która jest krótka po bokach i z tyłu, i dłuższa u góry głowy. Tak przy najmniej tłumaczy to angielska Wikipedia. Jeżeli chodzi o klasykę to wszystko się zgadza. Zasięgnijmy więc początków, bo wszystko się kiedyś zaczyna.

A więc jeżeli chodzi o naszą fryzurę zyskała popularność pod koniec lat 50-tych XX wieku dzięki Audrey Hepburn, i filmowi Rzymskie Wakacje.

Powiem tak, że ostatnio w świecie Hollywood cieszy się ta fryzura ogromną popularnością, jak kilka lat temu było z fryzurą typu bob. Dzisiaj jest wiele odmian tej fryzury.
Klasyczne,dłuższe, z asymetryczną grzywką. Powiem Wam, że najczęściej widuję w internecie zdjęcia blondynek lub brunetek w tej fryzurze, ciężko jest znaleźć coś rudego, lub w odcieniach czerwieni. Oczywiście nie licząc Rihanny, ale jest to specyficzny przykład dla tej fryzurki. Coraz częściej widzę dziewczyny na ulicy decydujące się na tą fryzurkę. Powiem tak na blond włosach wygląda uroczo. Niestety ja się w blondzie nie widzę.

Jeżeli chodzi o Hollywood to jestem fanką krótkich włosów Anne Hathaway, która zdecydowała się obciąć włosy do filmu 'Les Miserables'. Jest przeurocza, uważam że w tych krótkich włosach wygląda po prostu uroczo młodziej i zdecydowanie bardziej kobieco, niż wcześniej w długich włosach. Nie ujmując nic jej urodzie.





Powiem tak moją inspiracją do krótkiej fryzurki pixie cut była Ginnifer Goodwin.




Tymi zdjęciami inspirowałam się przed pójściem do fryzjera, je również pokazałam mojej fryzjerce pani Monice. Lubię ją za to, że zawsze szczerze mówiła o danej fryzurze, odradzając opcje, które mogły by mi nie pasować. Dlatego też za pierwszym i drugim strzyżeniem zostawiłyśmy dłuższą asymetryczną grzywkę i przykryte prawe ucho, abym mogła się przyzwyczaić. Natomiast już przy kolejnej wizycie miałam odsłonięte jedno i drugie ucho. Klucz to rozmowa z fryzjerem. Niestety w listopadzie moja fryzjerka wyjechała ze szczecina, a ja mam pietra, żeby iść do kogoś innego tak więc już trochę mi się zarosło. Może będzie to dla mnie motywacja żeby zapuścić włosy. Szczerze to nie wiem. Na razie zapuszczam, ale jak przyjdzie lato i nie będę mogła wytrzymać w pracy to pewnie bez wizyty u fryzjera się nie obędzie. Ale jak już dojdę do etapu gdzie będę mogła związać włosy to chyba będzie mi po prostu szkoda ściąć.

A teraz kilka zdjęć  mojego pixie cut na przełomie ostatnich miesięcy.


Pierwsze zdjęcie jakie mam jest z lipca 2013 roku z wypadu nad morze. W sumie już widać duży odrost na fryzurce, bo 1,5 msc. od wizyty u fryzjera, no i kolor taki 'sprany'.


Następnie początek sierpnia i zlot żaglowców w szczecinie. 
2 dni po wizycie u fryzjera i farbowaniu.Dalej z asymetryczną grzywką.




Połowa sierpnia, na urlopie. po ponad 1,5 tyg od fryzjera.
 Już widać blaknięcie koloru i odrost fryzurki.









Ostatnie zdjęcia to listopad i moja ostatnia wizyta u fryzjera. Oczywiście dalej z grzywką asymetryczną, ale pokazującą moje uszka, które wiem że przepiękne nie są, ale cóż zrobić.

Jak wam się podoba moja przygoda z pixie cut? Czy uważacie, że pasują mi tak krótkie włosy.
Bardzo jestem ciekawa waszych opinii, ale i tak nasze osobiste upodobania odnośnie naszego wyglądu są najważniejsze, o czym musicie pamiętać zawsze.

Ja tym czasem życzę Wam miłego wieczoru i sama zabieram się za pisanie mojego licencjata, bo na prawdę się z niczym nie wyrobię.


Pozdrawiam serdecznie.
Magdalena