czwartek, 10 października 2013

Ulubione rzeczy z ostatnich miesięcy oraz mały update...

Witajcie kochani,

Wiem, że dawno nie pisałam, ale nie miałam po prostu na to czasu. To czemu piszę dzisiaj?
Powód jest niezmiernie prosty. Jestem chora, mam straszne zapalenie zatok i gardła.
Nawet nie mam pojęcia gdzie się tak urządziłam…
Siedzę teraz w domku w łóżeczku otoczona masą tabletek, stertą chusteczek higienicznych zarówno tych czystych jak i zużytych, oraz ciepła herbatką i nie tylko…
Czego dowód widzicie na zdjęciu:



Ale przecież nie piszę tylko dlatego iż chce opowiadać o mojej chorobie, bo to wcale nic przyjemnego nie jest. Kto miał choć raz zapalenie zatok to doskonale mnie rozumie.
Siedząc dzisiaj w wyrku po chyba dziesiątej już dzisiaj drzemce uświadomiłam sobie, iż będę miała jeszcze większe zaległości na blogu i na YouTube przez tą nieszczęsną chorobę. Ale na moje szczęście znalazłam na dysku filmik z ulubieńcami ostatnich miesięcy i wcale nie będę dzisiaj pisała o kwestiach kosmetycznych. Bo kto ma siłę myśleć o makijażu, kiedy leży chory w łóżku. Także filmik już zdążyłam dla was zmontować i właśnie się wgrywa. Więc pewnie zanim naskrobię tego posta będziecie mogli również zobaczyć filmik. Chciałabym aby ta notka była uzupełnieniem filmiku dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej. Z góry zaznaczam również, iż chcę tylko i wyłącznie podzielić się z wami moimi gadżetami, a nie przechwalać się, czy namawiać kogoś do ich kupna.
Także po długich słowach wstępu zapraszam na post.






Na pierwszy ogień idą więc książki:

'Alibi na Szczęście' Anny Ficner-Ogonowskiej.

Oto krótki opis fabuły, który możecie znaleźć na stronie empik.com :

"Życie Hani zatrzymało się pewnego sierpniowego dnia. Straciła wszystko. Przestała marzyć i planować cokolwiek. Kiedy na jej drodze staje Mikołaj, boi się zaangażować w związek. Na szczęście to on walczy o ich miłość, a pomaga mu w tym jej energiczna i dowcipna przyjaciółka Dominika. Swój udział ma też pani Irenka, która jest prawdziwą skarbnicą ciepła i mądrości życiowych. To właśnie w jej domu nad morzem, gdzie na parapecie dojrzewają pomidory, a w kuchni unosi się cudowny zapach świeżo upieczonej szarlotki i soku malinowego, Hania znajduje spokój, odzyskuje wiarę w miłość i daje sobie wreszcie szansę do bycia szczęśliwą.

A co ja mogę dodać więcej od siebie? Jest to wspaniała książka dla kobiet w każdym wieku, przeczytałam ją zarówno ja i moja mama, obie jesteśmy oczarowane tą historią. Uważam również iż książka ta może być idealnym oderwaniem się od rzeczywistości dla tych, którzy sami przechodzą ciężkie chwile. Chciałabym również napisać iż podoba mi się narracja, jaką zastosowała autorka. A mianowicie wraz z pierwszymi stronnicami książki wiemy o naszych bohaterach tylko tyle ile oni sami o sobie mówią, co buduje wspaniałe napięcie w powieści. Jak dla mnie 5++ za narrację. Dla ciekawostki książkę tą wysłał potajemnie mąż autorki do wydawnictwa, za co jestem mu serdecznie wdzięczna. A na dodatek są jeszcze dwie książki z tej serii o których wam zaraz napiszę.


'Krok do Szczęścia' Anny Ficner-Ogonowskiej

Kolejna książka z serii pani Ani, powiązana z poprzednią, a teraz krótko o jej treści:

"Tam gdzie jest zło, zawsze znajdzie się i dobro, wystarczy je tylko dostrzec i zrobić ten pierwszy krok.

Dominika przygotowuje się do własnego ślubu. Hani ten radosny czas przywołuje wspomnienia z jej własnego ślubu i tragedii, która wydarzyła się następnego dnia. Za sprawą pani Irenki, Dominiki i Mikołaja Hania wreszcie odważy się wrócić myślami do tamtych tragicznych dni. Wróci jednak nie po to, by rozpamiętywać stratę, ale by pogodzić się z tym, że życie płynie dalej. Mikołaj odkryję, że trudno mu rywalizować o jej uczucia z jej nieżyjącym mężem, ale nie zamierza się poddawać. Jakby tego było mało, na światło dzienne wychodzi pewna rodzinna tajemnica z przeszłości. Niespodzianki zaczynają się mnożyć. Wkrótce w życiu Hani pojawi się bliska osoba, o której istnieniu nie miała dotąd pojęcia i za prawą której musi na nowo zbudować obraz własnej rodziny."

Co mogę dodać od siebie. Zarówno tak jak i poprzednia część zaskakuje dawką pozytywnego humoru. Na pewno każdy z nas ma w swoim życiu swoją Dominikę, która rozświetla ponure dni. Piękna kontynuacja historii...

'Zgoda na Szczęście' Anny Ficner-Ogonowskiej

Niestety to już ostatnia z książek z tej serii. Kończy opowieść o naszych bohaterach.

"Hania już wie, że Mikołaj jest jej wymarzonym mężczyzną i że chce z nim dzielić życie. Uwielbia, gdy ukochany budzi ją czułymi pocałunkami i podaje śniadanie do łóżka. Jednak na ich drodze oraz drodze ich najbliższych wciąż pojawiają się przeciwności. Na szczęście w tych dramatycznych sytuacjach nie brak osób, które są gotowe ich wesprzeć. Takie są chociażby ciocia Anna - pełna energii, a przy tym troskliwa i wyrozumiała, a także Pani Irenka, nadzwyczajna w swej dobroci kobieta, która tym razem odegra wyjątkową rolę...

Czy Hania odważy się wyjawić długo skrywaną prawdę, która całkowicie odmieni jej życie? Czy Mikołaj wreszcie usłyszy "i że cię nie opuszczę aż do śmierci"?"

Muszę się wam przyznać iż poryczałam się jak głupia na końcu książki... Chcecie wiedzieć dlaczego? Najlepiej sięgnijcie po wszystkie trzy książki, a przekonacie się, że miałam racje ;)

Teraz pokażę Wam moje ulubione książki z kategorii poradników.

Kompendium Fotografii National Geographic.
Jest to książka, która zakupiłam w krakowie za niecałe 20zł. Książka jest wspaniała, zawiera nie tylko wiele zdjęć i inspiracji, ale również dużo dobrze napisanego tekstu, który zrozumie każdy z nas. Poradnik ukazuje nam techniki i możliwości fotografowania najzwyklejszym aparatem cyfrowym, jak i lustrzanką. Jedyne co mnie zasmuciło troszeczkę to rozdział o edycji zdjęć w programach komputerowych. Niestety zostały w nim opisane tylko i wyłącznie funkcje edycji z programu Photoshop. Nie każdego pasjonata fotografii i amatora stać na takie oprogramowanie do obróbki zdjęć. Pomijając ten mały szczegół jestem bardzo zadowolona z zakupu i nie raz powracam do tej książki, gdy mam jakiekolwiek wątpliwości odnośnie ustawień mojego aparatu. Mam również nadzieję, że dzięki temu zarówno moje prywatne zdjęcia jak i te przeznaczone na bloga będą w dużo lepszej jakości i że będę w stanie pokazać wam wszystkie istotne szczegóły. (Nie licząc zdjęć robionych telefonem )


A teraz coś co tygryski lubią najbardziej, czyli :

'Makijaż bez Tajemnic' Rae MORRIS.
Uważam ją za fantastyczny pomysł na prezent dla makijażowych pasjonatów. Chyba najlepsza książka dla początkujących, którzy wymagają czegoś więcej niż suche artykuły w kolorowych czasopismach.

Wszystko podzielone na czytelne rozdziały. W książce znajdziemy kolory cieni odpowiednie dla barwy tęczówki naszego oka. Niezbędne akcesoria makijażowe, w tym najbardziej potrzebne na samym początku pędzle. Wspaniały jest również rozdział o konturowaniu naszej twarzy oraz wyborze odpowiedniego do tego kosmetyku. Ten rozdział wiele mnie nauczył.
Zdjęcia są piękne, ale nie przesadnie zretuszowane, co daje nam prawdziwości osiągniętych efektów i sprawi iż próba odtworzenia danego makijażu nie zakończy się porażką. Osobiście nie wykonałam jeszcze żadnego makijażu z tej książki. Powód jest prosty, na co dzień maluję się na prawdę delikatnie. A na imprezy nie chodzę za często, bo nie mam po prostu czasu. Ale mam nadzieję, że będę miała okazję to nadrobić i może zaprezentować wam te efekty na blogu.
Co nie zmienia faktu, że dalej marzy mi się książka Bobbi Brown 'Perfekcyjny Makijaż'. Ale kto wie, niedługo może będę miała okazję porównać te dwie książki.

Zostawiając świat literatury za sobą przechodzę do gadżetów. Na sam początek okulary przeciwsłoneczne zakupione w tym roku na wiosnę w H&M

Jestem z nich bardzo zadowolona, przez czerwony kolor obramówek zdecydowanie zwracają na siebie uwagę. Ich kształt jest również bardzo interesujący, bo powiedziałabym, że łudząco przypominają okulary noszone przez Audrey Hepburn w filmie 'Śniadanie u Tiffaniego'. Jedyne na co muszę się poskarżyć to fakt iż w niewyjaśnionych okolicznościach zgubiłam śrubkę od nich (możliwe że rączki maczała w tym 3 letnia córcia kuzyna).
Ale mniejsza o przyczynę, na szczęście śrubkę mogłam zabrać z moich starych okularów, które nie były do użycia.  Pomijając ten incydent jestem zdecydowanie zadowolona z moich okularów i coś czuję iż nie zamienie ich zbyt szybko na żadne inne...

A teraz gadżety technologiczne.

Na sam początek Tablet, który posiadam od sierpnia tego roku.


Samsung Galaxy Tab 2 7.0 GT-P3100

Zdecydowałam się na zakup tabletu z kilku istotnych dla mnie powodów.

Po pierwsze nie posiadałam wtedy jeszcze smatrphona. Po drugie w czasie letnich wyjazdów i różnych podróży aby mieć dostęp do internetu zmuszona byłam targać ze sobą mojego wielkiego laptopa, który powiem szczerze sporo waży. Na dodatek chciałam, aby było to małe urządzenia stąd mój wybór padł na urządzenie marki Samsung w wersji
7 calowej. Gdybym chciała coś o większej rozdzielczości i wielkości ekranu rozważyłabym zakup
10 calowego ultrabook'a. Ale mi zależało na tym aby mój tablet był mały, lekki i zajmował mało miejsca. Już po wakacjach mogę śmiało stwierdzić iż jestem zadowolona z tego urządzenia i nie żałuję każdej wydanej złotówki. Szczerze powiem nie zależało mi na tym, aby kupić Ipada, czy Ipada mini. Ogólnie to szczerze powiem, że nie rozumiem, i chyba nigdy niedane mi będzie zrozumieć, ogólnie powszechnego w internecie zafascynowania sprzętem marki apple. Może jestem przewrażliwiona, ale uważam że ceny jak na polskie realia są kosmiczne. Nie jestem również zwolennikiem oszczędzania na sprzęcie, ale wszystko ma swoje różnice. Wiem, że te wszystkie funkcje mogłam mieć w smartphonie z górnej półki cenowej, ale co jak co wolę mieć dwa osobne urządzenia. W końcu telefon służy przede wszystkim do dzwonienia i sms'owania. Dużą zaletą jest obecność modemy 3G, który po umieszczeniu w nim karty sim możemy mieć dostęp do internetu wszędzie. Mam nadzieję, że sprawdzi się również na uczelni. Teraz w trakcie choroby stanowi dodatkowe źródło rozrywki. Oczywiście posiadam etui na tableta w kolorze czerwonym, za jakieś 17zł z allegro.

I ostatnia rzecz na dzisiaj to mój telefonik:

LG Swift L5II  ( LG-E460)

Telefonik posiadam nie cały miesiąc, ale muszę powiedzieć, że ciężko mi się żyło bez poprzedniego smartphona, który nie stety stracił życie z mojej winy, gdyż został prze mnie utopiony i nie było sensu go ratować. Zdecydowałam się na ten model, gdyż odpowiada mi stylistyką i tym co ma w środku ;)
Jest mały i bardzo leciutki nawet z baterią w środku. Wygląda bardzo delikatnie, ale ma wzmacnianą szybkę nad wyświetlaczem, która odporna jest na rysowanie. Dodatkowo dotykowy wyświetlacz jest bardzo czuły i nie zacina się. Telefon działa bardzo płynnie i sprawnie. Do tego posiada opcję HD voice, dzięki czemu nasi odbiorcy słyszą nas dużo lepiej. Powiem wam, że przy intensywnym użytkowaniu bateria potrafi wytrzymać do 3 dni co na smartphona jest na prawdę dużo. Dodatkowo zamówiłam sobie do niego etui na allegro, ale nie takie gumowe, lecz to z przykrywką również na ekran.





To by było na tyle jeżeli chodzi o moich ulubieńców. Mam nadzieję, że w następnych dniach po mimo choroby uda mi się coś dla Was naskrobać na blogu, ale niczego nie obiecuję.
Zapraszam Was również do filmiku i napiszcie mi w komenatarzach, jacy są wasi niekosmetyczni ulubieńcy?
Może znajdę coś nowego dla siebie ;)

Trzymajcie się ciepło.
Magdalena ;**

poniedziałek, 20 maja 2013

Ważne!!!!

Kochani, z przyczyn silniejszych ode mnie muszę wyjechać na ponad tydzień, gdzieś, gdzie nie będę miała
w ogóle dostępu do internetu, także nic w tym czasie się nie pojawi mam nadzieję, że zrozumiecie.
Do usłyszenia wkrótce...

Magdalena

niedziela, 19 maja 2013

Makijaż Eleny Gilbert - The Vampire Diaries

Witajcie kochani.

Nie dawno skończył się czwarty sezon Pamiętników Wampirów, więc chciałabym Wam przypomnieć o jednym z moich filmików na kanale.
A mianowicie o makijażu Eleny Gilbert...
Brwi podkreślam kredką do brwi z essence oraz paletką cieni do brwi również z tej samej firmy używając ciemniejszego koloru ;)

 Nie możemy zapomnieć o bazie pod cienie. Ja standardowo użyłam tej z FM Make Up


Bazowym kolorem na powiece jest cień z Inglota AMC Shine w kolorze 135


Następnie załamanie powieki podkreślam cieniem z Catrice w kolorze 350 Straight Ekspresso.


Następnie w zewnętrzny kącik oka wędruje Inglot 421 w wykończeniu Pearl.
Musimy również pamiętać o delikatnym wyciągnięciu cenia ku górze....

Następnie rozświetlamy wewnętrzny kącik...
Również dolną powiekę podkreślam tym samym ciemnym kolorem, co brwi.
Później podkręcamy i tuszujemy nasze rzęsy.

Oraz konturowanie twarzy...

Aby zobaczyć wszystko dokładnie zapraszam Was na YouTube...

Zapraszam na Film -> Klik

Na koniec kilka zdjęć makijażu Eleny dla porównania rezulatatów ;)



sobota, 18 maja 2013

Makijaż na Konkurs - Wiosenne inspiracje u Zalowana ;)

Witajcie kochani!

Do 15 maja trwał konkurs makijażowy pt "Wiosenne inspiracje" na kanale u zmalowanej. Chciałabym podzielić się z Wami rezultatami mojej pracy. Oraz krótkim opisem wykonanego makijażu. Jeżeli będziecie mieli ochotę pojawi się również tutorial na kanale na YouTube w bardziej codziennej wersji.
Zacznijmy od paru zdjęć na początek...





Jest to makijaż z bardzo dramatyczną kreską pociągniętą z dolnej jak i górnej powieki. Zarówno turkus jak i róż doskonale podkreślają niebieską tęczówkę moich oczu.
Róż przypomina mi o wiosennych kwiatach, a turkus o niebie oraz morzu...
Poniżej zdjęcie, które zainspirowało mnie do wykonania makijażu oraz zdjęcia wybranych kosmetyków użytych do wykonania makijażu...

Mam nadzieję, że ucieszył was ten post, trzymajcie się ciepło.

Magdalena

piątek, 17 maja 2013

Nie bądź żyła oddaj krew.


Witajcie kochani.
Wiem, że dawno mnie nie było, lecz wracam do was, i do poważnego blogowania.
Mam również postanowienie.  Mianowicie od dnia dzisiejszego przez najbliższy miesiąc codziennie będzie pojawiała się nowa notka.
Mam nadzieję, że sprostam temu wyzwaniu.

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami przemyśleniami na temat krwiodawstwa.

Wiem, że wiele osób ma mieszane uczucia, co do tego tematu.

Ja przyznam się wam, że dzisiaj po raz pierwszy oddałam krew. Wiązało się to z ogromnym stresem, ponieważ od małego boję się igieł, więc każde nawet najmniejsze ukłucie wiąże się z nerwami.
Ale ponieważ wszystko w dobrym celu postanowiłam się przełamać.  Również ze względu na fakt, iż miałam dzisiaj tylko jedne zajęcia na uczelni, to nie będę miała dużo do nadrobienia.

Jeżeli chodzi o moje doświadczenia to powiem, że każdy powinien spróbować na własnej skórze przekonać się jak to jest naprawdę.
Ja osobiście jestem pozytywnie zaskoczona. Panie bardzo miłe i nie ma się, czego bać.
Moje oddanie krwi trwało niecałe 6 minut. A ogólnie spędziłam jakąś godzinkę z hakiem. Więc uważam, że warto poświęcić godzinę, w czym jedynie 6 minut dyskomfortu, aby uratować czyjeś życie.
Od razu powiem, że nie wiem, jaką mam grupę krwi, nie powiedziano mi tego na miejscu, gdyż teraz nie oznacza się grupy krwi od razu. Ale mam na pewno grupę A lub B. Moja mama ma grupę AB, a tato 0 więc nie mam innej możliwości ;)
No chyba, że podmieniono mnie w szpitalu ;)
Powiem również, że czuję się dobrze, nie było mi słabo ani w momencie pobrania ani bezpośrednio po. Jedyne, co zauważyłam, że nieco większy mam dzisiaj apetyt i bardzo chce mi się pić, jakbym miała takiego porządnego kaca, tylko głowa nie boli ;p
Oddawałam krew w ramach Szczecińskiej edycji wampiriady. Niestety nie mam koszulki ;)
Ale mam czekoladę i zaproszenie na godzinę gry na bilard ;)

Zachęcam wszystkich, którzy mogą, aby oddali krew, gdyż jej nie da się wyprodukować a możemy uratować czyjeś życie…


W ten właśnie sposób wugląda mój łokieć wieczorem. Siniak jest, trochę boli, ręka jest mniej sprawna, ale i tak nie żałuję i myślę że zrobie to jeszcze nie raz ;)

Pozdrawiam Magdalena

piątek, 19 kwietnia 2013

Nowa fryzurka i pare słów wyjaśnienia.


Witajcie kochani, mam świadomość, że strasznie zaniedbuje mojego bloga, ale myślę, iż po prostu nie połknęłam jeszcze blogowego bakcyla.
Dzisiaj chciałabym Wam napisać, co nieco o mojej fryzurze. Dzisiaj byłam u fryzjera. 
Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt, iż  w momencie, gdy udałam się zapisać na wizytę zostałam poinformowana, iż pani, która strzygła mnie jakieś 6 tygodni temu już nie pracuje w tym salonie. Ale i tak umówiłam się w tym samym miejscu. Kluczem do sukcesu w mojej fryzurze oraz z moim kształtem twarzy jest cięcie. Broń panie boże ścinać po prostej, wtedy tylko dodajemy sobie kilogramów na buzi. Teraz mam coś a'la bob ‘a tylko, że z bardzo krótkim tyłem, z racji iż w pracy jest mi wygodniej, a po drugie gdy tył zaczyna odrastać od razu przestaje nam się układać. Ja jestem zadowolona.
Jedyny problem jaki doświadczam mając krótkie włosy to ich odrastanie. Nie stety posiadając krótkie włosy trzeba co około 6 tygodni kopsnąć się do fryzjera, ponieważ włosy odrastają, przez co fryzura traci kształt, i włosy (przynajmniej w moim przypadku) są oklapnięte. 
Poniżej wrzucam zdjęcia fryzury.





Do usłyszenia wkrótce.

Magdalena

niedziela, 17 lutego 2013

Kraków Dzień 1


Witajcie kochani,

W sobotę wyruszyłam do Krakowa w odwiedziny do mojego brata, który się tam przeprowadził.
Ale i przy okazji zwiedzić i zobaczyć to piękne miasto.
Fakt, byłam w Krakowie już dwa razy, ale wcześniej nie miałam okazji go poznać. Więc przez te  kilka dni mam zamiar dzielić się Wami moimi przeżyciami z tego miasta.

Po pierwsze mieszkam na Nowej Hucie. Tak słynnej dzielnicy wybudowanej za czasów stalinizmu w Polsce, to bardzo ważny okres w historii współczesnej, tych co jej nie znają radzę się z nią zapoznać.
Z rana wyprawa autem do Łagiewnik na msze i zwiedzanie sanktuarium.  Z wieży widokowej miałam okazję podziwiać panoramę Krakowa. Po mimo pogody widoki były piękne. Po obiedzie podróż tramwajem na stare miasto. Teatr Juliusza Słowackiego, Barbakan, Brama Floriańska, Rynek, Wawel.
Taki po południowy spacer.
Ale jutro jeszcze tam wrócę.
Poza tym byłam w księgarni na ulicy Grodzkiej, która wygląda jak sklep u Oliwandera z Harrego  Pottra. Coś już sobie kupiłam. Ale o moich łupach z miasta królów będzie osobny post  ;)
Życzę Wam miłego wieczoru i zapraszam na jutrzejszą relacje.
Magdalena







 I've got moves like jagger.




Duże dziecko cieszy się, że może nakarmić łabędzie.

Do jutra :***


środa, 16 stycznia 2013

Farbowanie włosów i powroty...


Witajcie kochani,

Siedzę sobie wieczorkiem i myślę, że jest coś, czego nie zrobiłam. Nagle sobie przypominam, iż miałam napisać notkę na blogu. Także oto jestem.
Chciałabym się dzisiaj podzielić z Wami moimi doświadczeniami odnośnie farbowania włosów.

Moją 'przygodę' z farbowaniem włosów rozpoczęłam jakiś miesiąc po moich 18 urodzinach. Przez długi okres czasu 'suszyłam' mamie głowę o możliwość nałożenia farby, czy szamponetki. Mój naturalny kolor włosów jest dość ciężki do określenia. W tym monecie będę posiłkowała się zdjęciami. Zacznę również od tego, że w wieku 16 lat miałam jeszcze długie włosy. Właśnie takie:





Zdjęcie wykonane w klasie 3 gimnazium.

Pod koniec pierwszej liceum zdecydowałam obciąć się włosy na krótko, ponieważ chciałam coś zmienić w swoim życiu.





 Praktycznie rok nosiłam krótkie włosy w naturalnym kolorze, ale cały czas marzyłam o pięknym głębokim brązie. Wreszcie po 18 urodzinach udało się namówić mamę na szamponetkę do trzech myć. Niestety jedna saszetka "czekoladowego brązu" wyszła całkiem rudawo-czerwona na moich włosach. Znajomi mówili, małe, rude, piegowate i wredne, także wszystko się zgadza:)
Wkrótce nastąpiło kolejne podejście, tym razem szamponetką, ale do 28 myć. Udało się:)




 Także teraz już wiecie jak doszłam do takiego koloru.
A teraz trochę o moim ostatnim farbowaniu. Niestety przy takim naturalnym kolorze jak widzicie, gdy mam większe odrosty wyglądam niczym bym siwiała, albo, co gorsze, jakby przerzedziły mi się włosy. Ostatni raz nakładałam farbę w listopadzie, także nie 'męczę' moich włosów tak często, jak mogłoby się wydawać. Kolor, którego użyłam to Garnier Color Naturals - ultra color w odcieniu 5,25 Jasny Opalizujący Kasztan.





Zawartość opakowania

Ostatnim razem nakładałam odcień ciemniejszy od tego a mianowicie Mroźny Kasztan.
Teraz zmieniłam brązy na kasztany, ze względu na fakt, iż klasyczne brązy nie zależnie od tego, czy jasny, ciemny czy czekoladowy wychodzą bardzo ciemne, niemalże czarne. Z kasztanami sprawa ma się nieco inaczej. Fakt ten poprzedni wyszedł ciemny, ale od razu było widać, iż jest to brąz. Ten jest jaśniejszy i odrosty się trochę odcinają, ale chcę mieć teraz trochę jaśniejszy brąz, także mi to nie przeszkadza.
Dodam, iż farbę aplikuję rozrabiając ją w miseczce, i sama nakładam ją sobie na włosy zaczynając od przedziałka warstwami. Jeszcze nie zdążyło mi się, aby kolor wyszedł nie równy. A oto zdjęcie koloru, jaki wyszedł. Myślę, że oddaje go dość dobrze, choć nie idealnie...
Kolor po dwóch myciach.


Z choinką jeszcze w tle ;)

Do tego mam dla Was jeszcze jednego news'a wróciłąm na Youtube'a
Cieszycie się? Bo ja bardzo.
Oto filmik w którym oznajmiam mój powrót.



To wszystko, co mam dzisiaj do powiedzenia, a właściwie to napisania.
Napiszcie, co sądzicie o moim kolorze włosów. I który kolor wolicie, naturalny czy nie? Krótkie czy długie?
Bo powiem szczerze zastanawiam się nad obcięciem włosów na krótko, tak jak wcześniej, a może i krócej.
Pozdrawiam was gorąco! 
Magdalena