piątek, 13 listopada 2015

Krótka historia o moim farbowaniu włosów!

Witajcie Kochani!

Niestety nie należę do osób, które są zadowolone ze swojego naturalnego koloru włosów, którym jest mysi ciemny blond, z rudymi refleksami w słońcu. Na szczęście mamy farby do włosów! Zawsze marzyłam, żeby mieć inny kolor włosów. Niestety moja mama rygorystycznie podchodziła do farbowania włosów i na pierwszą zmianę koloru pozwoliła mi dopiero po ukończeniu 18 lat. Tak wiem, ciężko w to uwierzyć, a tym bardziej pogodzić się z tym nie zadowolonej ze swojego wyglądu nastolatce. Hmmm... Ale jeżeli nie jesteśmy w stanie czegoś zmienić, to musimy to zaakceptować.
Tak też było w moim przypadku.

Jeżeli chodzi o zmianę koloru to mój pan od PO (dla nie wtajemniczonych Przysposobienie Obronne) w liceum do wszystkich dziewczyn mówił 'ej blondyna' ponieważ wychodził z założenia, iż Blond to nie kolor włosów a stan umysłu. Analogicznie do tej wypowiedzi ja wyrobiłam sobie zdanie, iż każda kobieta rodzi się z określonym naturalnym kolorem włosów (chodź faktycznie on się może zmienić na przestrzeni lat) ale posiada również kolor tzw. 'mentalny' który nie dość, że pasuje do jej urody jak i osobowości.

Można powiedzieć, że przez bardzo długi czas eksperymentowałam w poszukiwaniu idealnego koloru dla mnie. Podsumowując do tej pory najdłużej byłam brunetką.

W moim przypadku ten kolor włosów jest dość problematyczny, ponieważ pojawiające się odrosty są kontrastujące do reszty włosów, tak więc z daleka wyglądamy jakby dosłownie ubywało nam włosów. Dodatkowo w przypadku niektórych farb następowało bardzo brzydkie blaknięcie koloru.

Na wiosnę zapragnęłam zmian, także udałam się do mojej koleżanki fryzjerki Dominiki, która wyczarowała na moich włosach ombre, które prezentowało się tak...


Mam tylko zdjęcie z instagrama. Nie było to ombre z ewidentnym blondem, ze względu
 na ciemną górę.
Chciałyśmy aby przejście wyglądało bardziej naturalnie. 


W takim wydaniu wytrzymałam ponad 1,5 miesiąca, ale to dalej nie było TO. 
Do tego kolor z rozjaśnionych włosów bardzo szybko się wypłukał do żółtego blondu. 

I tak nadszedł czas by znów 'pomęczyć' Dominikę. Tym razem poszliśmy w radykalne zmiany i stwierdziłam, że marzę o pięknym rudym kolorze.



Efekt 'zdjęcia' ciemnego brązu za pomocą rozjaśniania włosów.
A następnie nałożyłyśmy już właściwy odcień rudego. Przykro mi, ale nie powiem wam, jaka to była farba oraz jaki kolor, bo nie pamiętam. 
w sztucznym oświetleniu. 


W świetle dziennym.

Rudy jest kolorem, który uwielbia się wypłukiwać, ponieważ czerwone oraz rude pigmenty utracane są najszybciej przez nas włos.


Tak prezentował się kolor po 7 tyg.
Przy kolejnej wizycie, na początku czerwca, zaczęłyśmy trochę kombinować z kolorem, odchodząc od marchewki, a idąc w stronę bardziej naturalnych odcieni rudości. 






Na koniec czerwca doszłam do wniosku, że albo wydam majątek na fryzjera, albo muszę znaleźć sklepową farbę, która będzie oczekiwała moim wymaganiom.
Znalazłam Revlon ColorSilk
w kolorze 45 jasna miedź.
Pierwszy wybór okazał się tym najlepszym i w moim przypadku w 100% spełnił moje wymagania.

Tak wyglądał kolor po pierwszej aplikacji
tylko 1 opakowania na tą długość włosów.


Dzienne oświetlenie + zdjęcie wykonane lustrzanką
W ten oto sposób dotarłam do mojej wymarzonej rudości. Oczywiście jak każdy rudy tak i ten ulega wypłukiwaniu, ale już nie do rozjaśnionego koloru. Efekt ten jest bardzo ładny i estetyczny aż do następnego farbowania.

No cóż, na tym się moja przygoda z włosami nie skończyła, ponieważ we wrześniu z powrotem postanowiłam wrócić do krótkich włosów. Tym razem winowajcą całego zamieszania była Agata - siostra narzeczonej mojego brata, która mieszka razem z nimi w Krakowie i uczy się na fryzjerkę. Tak więc podczas mojego pobytu miała zajęcia praktyczne, więc wcieliłam się w rolę żywego obiektu doświadczalnego :) A oto efekty. 



Zrobione zaraz po. Stylizacja Agaty.



Około 1,5 tygodnia później.
Moja wersja ułożenia włosów.
Słabe światło.


Ale To nie było do końca to, jeżeli chodzi o strzyżenie. Więc ponownie udałam się do Dominiki (bo do Krakowa daleko) licząc, że mnie nie zamorduje za obcięcie włosów. Tak bardzo trzymała kciuki za moje zapuszczanie. No ale cóż, tak w życiu bywa, że nie wszystko idzie po naszej myśli.



LISTOPAD 2015 R.

Ta wersja została mocniej wycieniowana po asymetrycznej (dłuższej) stronie i mocno degażowana ponieważ, wbrew pozorom, ja mam na prawdę dużo włosów. 

Ale czy to nam czegoś nie przypomina??

WRZESIEŃ 2013 r. 
Czyli tak na prawdę powrót do fryzury sprzed 2 lat. Wniosek - chyba nie potrafię zapuszczać włosów dłużej niż 2 lata. Czyli nigdy nie będę miała już włosów sięgających mi do pasa :(

Ale krótkie włosy również potrafią być seksowne, prawda? 


Pozdrawiam.

Magdalena











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz