wtorek, 18 marca 2014

Kilka słów o : Pixie Cut.

Witajcie,
Chciałabym zapoczątkować na blogu nową serię pt 'kilka słów o..'

Dzisiaj na pierwszy ogień idzie Pixie Cut.

Pewnie wielu z was chociaż raz usłyszało to określenie, ale nie do końca zdaje sobie sprawę, z tego co ono oznacza. Siedziałam dzisiaj chyba ponad godzinę, próbując znaleźć polski odpowiednik, ale po prostu nie znalazłam.

Pixie cut, jest damską fryzurą, która jest krótka po bokach i z tyłu, i dłuższa u góry głowy. Tak przy najmniej tłumaczy to angielska Wikipedia. Jeżeli chodzi o klasykę to wszystko się zgadza. Zasięgnijmy więc początków, bo wszystko się kiedyś zaczyna.

A więc jeżeli chodzi o naszą fryzurę zyskała popularność pod koniec lat 50-tych XX wieku dzięki Audrey Hepburn, i filmowi Rzymskie Wakacje.

Powiem tak, że ostatnio w świecie Hollywood cieszy się ta fryzura ogromną popularnością, jak kilka lat temu było z fryzurą typu bob. Dzisiaj jest wiele odmian tej fryzury.
Klasyczne,dłuższe, z asymetryczną grzywką. Powiem Wam, że najczęściej widuję w internecie zdjęcia blondynek lub brunetek w tej fryzurze, ciężko jest znaleźć coś rudego, lub w odcieniach czerwieni. Oczywiście nie licząc Rihanny, ale jest to specyficzny przykład dla tej fryzurki. Coraz częściej widzę dziewczyny na ulicy decydujące się na tą fryzurkę. Powiem tak na blond włosach wygląda uroczo. Niestety ja się w blondzie nie widzę.

Jeżeli chodzi o Hollywood to jestem fanką krótkich włosów Anne Hathaway, która zdecydowała się obciąć włosy do filmu 'Les Miserables'. Jest przeurocza, uważam że w tych krótkich włosach wygląda po prostu uroczo młodziej i zdecydowanie bardziej kobieco, niż wcześniej w długich włosach. Nie ujmując nic jej urodzie.





Powiem tak moją inspiracją do krótkiej fryzurki pixie cut była Ginnifer Goodwin.




Tymi zdjęciami inspirowałam się przed pójściem do fryzjera, je również pokazałam mojej fryzjerce pani Monice. Lubię ją za to, że zawsze szczerze mówiła o danej fryzurze, odradzając opcje, które mogły by mi nie pasować. Dlatego też za pierwszym i drugim strzyżeniem zostawiłyśmy dłuższą asymetryczną grzywkę i przykryte prawe ucho, abym mogła się przyzwyczaić. Natomiast już przy kolejnej wizycie miałam odsłonięte jedno i drugie ucho. Klucz to rozmowa z fryzjerem. Niestety w listopadzie moja fryzjerka wyjechała ze szczecina, a ja mam pietra, żeby iść do kogoś innego tak więc już trochę mi się zarosło. Może będzie to dla mnie motywacja żeby zapuścić włosy. Szczerze to nie wiem. Na razie zapuszczam, ale jak przyjdzie lato i nie będę mogła wytrzymać w pracy to pewnie bez wizyty u fryzjera się nie obędzie. Ale jak już dojdę do etapu gdzie będę mogła związać włosy to chyba będzie mi po prostu szkoda ściąć.

A teraz kilka zdjęć  mojego pixie cut na przełomie ostatnich miesięcy.


Pierwsze zdjęcie jakie mam jest z lipca 2013 roku z wypadu nad morze. W sumie już widać duży odrost na fryzurce, bo 1,5 msc. od wizyty u fryzjera, no i kolor taki 'sprany'.


Następnie początek sierpnia i zlot żaglowców w szczecinie. 
2 dni po wizycie u fryzjera i farbowaniu.Dalej z asymetryczną grzywką.




Połowa sierpnia, na urlopie. po ponad 1,5 tyg od fryzjera.
 Już widać blaknięcie koloru i odrost fryzurki.









Ostatnie zdjęcia to listopad i moja ostatnia wizyta u fryzjera. Oczywiście dalej z grzywką asymetryczną, ale pokazującą moje uszka, które wiem że przepiękne nie są, ale cóż zrobić.

Jak wam się podoba moja przygoda z pixie cut? Czy uważacie, że pasują mi tak krótkie włosy.
Bardzo jestem ciekawa waszych opinii, ale i tak nasze osobiste upodobania odnośnie naszego wyglądu są najważniejsze, o czym musicie pamiętać zawsze.

Ja tym czasem życzę Wam miłego wieczoru i sama zabieram się za pisanie mojego licencjata, bo na prawdę się z niczym nie wyrobię.


Pozdrawiam serdecznie.
Magdalena

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz