poniedziałek, 26 września 2016

Przemyślenia Alice #1 - Za ciemne podkłady

Gdy poruszam się po mieście komunikacją miejską mam w zwyczaju obserwować ludzi wokoło. Oczywiście nie robię tego w sposób natrętny, czy niegrzeczny. Jestem w stanie zauważyć wiele rzeczy...

Pomijam już fakt, że Ci wszyscy wyspani ludzie zazwyczaj dziwnie na mnie spoglądają, gdy ja ledwo żywa wracam do domu.

Dzisiaj autobusem podróżowała Pani, która ewidentnie miała za ciemny podkład, ale o 4 do 5 odcieni. Na dodatek podkład ten tworzył piękna maskę u owej Pani. Pierwsza myśl? Może jest opalona, wróciła z wakacji, a do twarzy używała kremu z wysokim filtrem.
Ależ nie. Dłonie ową Panią zdradziły, gdyż były równie blade jak moje. 

W tym miejscu nasuwa się spostrzeżenie, czy na prawdę Ta Pani nie miała w domu lustra?! Rozumiem, idzie jesień i mamy słabe światło z rana, a czasem nawet tego brak, co zmusza nas do wykonywania makijażu w świetle sztucznym. Jestem przekonana, że taką różnicę kolorystyczną widać od razu, chociażby po uszach. Na prawdę nie pisze tego postu żeby kogokolwiek obrażać. Po prostu uważam, że jeżeli ktoś czegoś nie potrafi, to albo niech poprosi o pomoc, albo niech tego nie robi. Później możemy przeczytać na różnych portalach opinie o podkładach tworzących efekt maski. Wiem, są produkty które tak robią, ale ile opinii na wizaż.pl wynika z braku umiejętności i wiedzy piszących tam osób.  Wbrew pozorom bardzo dużo.

Uważam, że dużo bardziej atrakcyjnie wyglądałaby ta Pani, gdyby w ogóle tego podkładu nie użyła, lub nie pomalowała się wcale.

Ja bardzo długo miałam z tym problem, więc ograniczałam się do lekkiego pudru i tuszu do rzęs. Niejednokrotnie próba pomalowania się przed większym wyjściem kończyła się wizyta w łazience i zmywaniem "tapety". 
Nerwy zaczęły się przed studniówką. Bardzo dużo pomógł mi wtedy YouTube.  Choć trzeba przyznać, że znalezienie czegoś rozsądnego w kwestii urodowej te 5 lat temu było na prawdę nie lada wyzwaniem.  Jakoś się udało i od tego czasu coraz bardziej zaczęłam interesować się tymi tematami.
Ale wiem jedno, gdy czegoś nie potrafiłam wykonywać perfekcyjnie, przynajmniej w moim odczuciu, to z tym do ludzi nie wychodziłam. Tak do nie dawna było z konturowaniem twarzy.  A hitem ostatnich czasów stał się dla mnie róż do policzków.  Ok, mam tylko jeden, ale za to nie zawodny i sprawdzony...
Tak to jest jak całe życie Ci wmawiano, że jeżeli masz cerę skłonną do zaczeriwnień, to po co Ci róż.

A jak jest u Was? Też lubicie obserwować ludzi w komunikacji miejskiej lub na ulicy? 
A co uważacie o kwestii makijażowych wpadek? Piszcie! Jestem bardzo ciekawa.


Pozdrawiam Was gorąco!
Magdalena